Dziś chciałbym przedstawić jeden z pierwszych zestawów, które również mogą być zwane przez niektórych wersjami Pocket. Seria ta nosi jednak bardziej fachową nazwę, a jest nią Mecha Collection. Pomysłodawcą tego terminu jest oczywiście Bandai, którą nazwę zapożyczył ze swoich innych produktów min. Gundam i Starblazers. W przeciwieństwie do np. modeli Starblazers tutaj Bandai postanowił postawić w większości przypadków na bardziej uniwersalną skalę. Jest nią oczywiście 1:144. Dostaniemy również kilka pojazdów w mniejszej skali, ale na szczęście połowa 1:72 to zdecydowana większość co znajdziemy w pudełkach. Co więcej, modele są tak zaprojektowane i popakowane, że niektóre z nich to tzw. comboboxy pakowane po dwa w jednym pudełku.

Tak właśnie jest w pisywanym przypadku. Zacznijmy jednak od opakowania. Na „dzień dobry” widzimy świetną grafikę przedstawiającą dwóch głównych bohaterów. Są nimi myśliwce Tie Najwyższego Porządku. Jeden w wersji standard, drugi Special Forces. Całość zapakowana w woreczek foliowy. Pudełko na bokach zawiera również informację o miejscach umieszczenia naklejek. Na wewnętrznej stronie ukaże nam się instrukcja składania myśliwców. Naćkana, ale czytelna.

Jak wspomniałem, w zestawie znajdziemy niestety tylko naklejki, żadnych kalkomanii. Z racji tego, że modele nie są skierowane do zaawansowanych modelarzy, Bandai postanowił iść trochę na skróty, ale z drugiej strony zapobiega to rozrywaniu kalkomanii przez mniej obeznane z tematem osoby.

Zajrzymy więc między plastiki.

Zestaw składa się łącznie z czterech ramek z częściami myśliwców oraz jednej standardowej, jak dla tych modeli, podstawki. Jeśli ktoś składał konstrukcje Star Wars z serii Pocket Revella, to może pomyśleć, że i tym razem natknie się na słabą jakość. Nic bardziej mylnego. Tak jak w normalnych modelach od japońskiego producenta, tak i tym razem dostaniemy najwyższą jakość i świetne detale. Nie ma tu mowy o diametralnych uproszczeniach. Komuś przyzwyczajonemu do wysokiego standardu może przeszkadzać to, że panele słoneczne są w całości ze skrzydłami, ale to nie jest problem by wyciąć sobie maski z taśmy. Innym uproszczeniem jest kabina pilotów, a właściwie jej brak. Tym samym owiewka kabiny jest również jest litego plastiku. Taki zabieg zobaczymy we wszystkich modelach tej serii. Również X-Wingu i Y-Wingu.

No i na koniec podstawka. Pozwala ona na umocowanie obydwu modeli bez uszczerbku. Bardzo fajny zabieg i do tego stabilny.

Jak widzicie po zdjęciach, modele prezentują się bardzo ładnie. Zachowanie skali to bardzo duży plus. Jeśli ktoś pamięta modele F-Toys (czyli mniejsze Fine Molds), to sprzedawane były one jako pojazdy w skali 1:144 lub 1:350, co po przeliczeniu okazywało się jednak, że mija się to z prawdą i to bardzo. Tutaj nie ma takiej możliwości. Wszystko trzyma się przeliczników, a przy tym zachowuje świetny detal. Modele po złożeniu wyglądają świetnie i aż chce się mieć kolejne.