Dzisiejszy artykuł mam okazję zaprezentować dzięki uprzejmości sklepu Vanaheim.pl, miejscu gdzie każdy fan gier bitewnych na pewno będzie miał w czym wybierać. Możecie tam również teraz znaleźć promocję na bohatera dzisiejszej recenzji.

Hej, dzisiaj pod lupę weźmiemy najnowszy produkt z firmy McFarlane. Nie będziemy opisywać tutaj kolejnej losowej figurki, a zajmiemy się czymś co leży również w kręgu zainteresowań osób prowadzących batalie w grach bitewnych tzw. Table Top Games.

Space Marine w skali 1:12 to właśnie bohater poniższej recenzji.
O tym, że McFarlane ma w planach wejść we współpracę z Games Workdshop pisałem już w lutym tego roku. Miała to być odpowiedź na przedłużający się czas tworzenia bardzo podobnego produktu od Bandaia i zapewne tańsza wersja japońskiej propozycji osadzonej w świecie Warhammer 40000.
Teraz wreszcie możemy zobaczyć czy tańsza alternatywa jest w czymś lepsza.

McFarlane wypuścił na rynek dwie wersje Kosmicznych Marinesów. Jedna niepomalowana, opisywana w tym artykule, nazywana również Artist Proof. Druga już z nałożonymi odpowiednimi kolorami, która nosi nazwę Ultramarines Primaris Assault Intercessor. Poza kolorami, różni się ona dodatkowymi akcesoriami w postaci tarczy i innego uzbrojenia. Nasza niepomalowana figurka ma ten atut, że posiada wielką giwerę Bolt Rifle. Wygląda ona znacznie lepiej niż malutkie Heavy Bolt Pistol. Nawet piła mechaniczna w drugiej wersji nie robi już takiego wrażenia.

Do rzeczy
Pudełko jest sporych rozmiarów. Byłem mile zaskoczony jak je zobaczyłem. Grafiki na jego bokach nie pozostawiają wątpliwości z czym mamy do czynienia. Pod przeźroczystym blistrem czają się cztery części do naszego chłopaka. Cały, złożony korpus, plecak, giwera oraz czarna podstawka.

Po złożeniu model jest naprawdę masywny. Niestety nie jest to typowy plastik. Jest to raczej jakieś elastyczne tworzywo, którego nie potrafię nazwać. Wg. niektórych jest to plastal i ceramit co oczywiście jest srogim żartem. Wtajemniczeni będą wiedzieli o co chodzi. Plus takiego rozwiązania jest taki, że po upadku, raczej nic takiej figurce się nie stanie. Z drugiej jednak strony, nie wiem jak to będzie zachowywało się po malowaniu i twardy plastik zapewne byłby znacznie lepszym rozwiązaniem.

Zobaczcie jak poniżej prezentuje się już po złożeniu wszystkich elementów.

Niestety giwera nie wchodzi łatwo w dłoń piechura. Ciężko jest ją umocować tym bardziej żeby trzymała się sztywno w dłoni. Może o ze względu na materiał figurki.

Jak w takim razie wyglądają detale?
Nie da się ukryć, że Space Marines raczej nie mieli zbyt wiele szczegółów na pancerzu i ekwipunku. Produkt McFarlane myślę, że oddaje wszystkie aspekty, które widniały na pancerzach miniaturek używanych w grach stąd zapewne oszczędność w detalach. Niestety sama jakość wykonania nie stoi na najwyższym poziomie. Widać łączenia form i to będzie ten problem, nad którym będzie trzeba popracować podczas prac malarskich.

Nie wspomniałem o tym wcześniej, ale figurka jest pozowalna. W szyi, rękach, nogach itd posiada łączenia pozwalające na prawie dowolne ustawienie kończyn w celu uzyskania jakiejś pozy. Coś jak w produktach Bandai, ale niestety tu pojawia się największy problem, mianowicie punkty zgięcia na nogach są widoczne. Psuje to efekt i pewnie ostatecznie będzie trzeba te punkty usztywnić superglue i zamalować. Reszta elementów ruchomych praktycznie jest niewidoczna i nie przeszkadza w odbiorze.

Poniżej jak przedstawia się Space Marines w porównaniu z C-3po w tej samej skali.

Wnioski
Figurka jest duża i masywna. Bardzo dobrze oddaje styl Space Marinesów. Detal adekwatny do pierwowzoru. Mankamenty to widoczne punkty łączenia na nogach oraz ciężka do umocowania broń. Warto ją sobie sprawić jeśli jesteście fanami Warhammera 40000.
Co prawda figurka jest na chwilę obecną ciężko dostępna, ale proponuję obserwować ofertę sklepu Vanaheim.pl jest szansa, że w niedługim czasie znów pojawi się w ofercie. Dzięki za współpracę.