Tematyka What-If, czyli łączenie różnych uniwersów jest obecnie na czasie. Przykładem jest świat Avengers skrzyżowany z Zombie. Niby coś różnego, a na ekranie świetnie działało na tyle dobrze, że dostanie osobną produkcję.
Co gdyby zrobić podobny zabieg łącząc Star Trek i grę Warhammer 40000? Prawdopodobnie takie samo pytanie zadał sobie projektant modelu, który opiszę poniżej. Niestety nie ma oryginalnej nazwy dla tej konstrukcji, więc będę trzymał się nazwy Ork Bird Of Prey, który będzie pasował idealnie. Sam model został zakupiony na Aliexpressie. I muszę przyznać, że jest to jedna z tych rzeczy, którą widzisz i od razu chcesz mieć. Gdy zobaczyłem fotkę skończonego modelu, pomyślałem sobie…WOW. Wygląda elegancko. Tak oto trafił on w moje ręce.

Cały zestaw składa się z dwóch arkuszy 4mm sklejki. Wypełnione są one po brzegi częściami wypalonymi laserem. Za pierwszym razem można mieć problem z rozróżnieniem czy jakiś mały kształt, który odpadł to część czy coś zbędnego. Oczywiście poprawne rozróżnienie przyjdzie z czasem podczas składania. Jedna do samego końca nie będziecie pewni, czy coś co lata w przezroczystym opakowaniu to coś o czym zapomnieliście i może jeszcze się przyda, czy jednak niepotrzebny wycinek, który wyrzucicie. Tak właśnie te dwie sklejki to wszystko co dostaniemy od listonosza. Jak widzicie poniżej jest tego sporo.

W śród części znajdziemy skrzydła naszego pojazdu, silniki, działka oraz parę części poszycia kadłuba. Pamiętajcie, że cały czas mamy do czynienia z płaską, sztywną powierzchnią. Żadnych obłości lub możliwości uzyskania takiej jak w przypadku modeli kartonowych. Mimo to, efekt końcowy będzie bardziej niż zadowalający.

Podejścia do składania są dwa. Można sklejać te elementy na czuja, czego nie polecam, albo można napisać do sprzedającego z prośbą o podesłanie instrukcji w formacie PDF. Oczywiście rekomenduję to drugie, jest łatwiej, wygodniej i pewniej. Sama instrukcja jest czytelna i poza jednym momentem, nie przysparza kłopotu do tego stopnia, że nie ma konieczności rozszyfrowywać chińskich znaczków.

 

A jak ze składalnością? Z tym też jest bardzo OK. Ja całość kleiłem klejem cyjanoakrylowym. Postawiłem na ten sposób ze względu na pewność i szybkość łączenia w przeciwieństwie do kleju do drewna. Części do siebie pasowały. Problemów właściwie nie było. Sklejka jest wytrzymała i jedynie czasami nacięcia w miejscach łączeń części z ramką były potrzebne by wydobyć jakiś mały element. Większość części i tak wypadała pod mocniejszym naciskiem.
Podczas montażu trzeba pamiętać o tym, że jeśli będzie się chciało model pomalować, to należy jednak rozbić całą konstrukcję na mniejsze grupy. Jest to możliwe co pokażą zdjęcia na końcu wpisu. Bez tego, później będzie ciężko dotrzeć do zakamarków. Ja pomyślałem o tym trochę za późno i kadłub rozbiłbym na dwie mniejsze grupy zamiast sklejać je ze sobą.

Zanim zaproszę do oglądania postępu prac dodam, że model jest bardzo fajny. Nie ma w nim kalkomanii czy ruchomych części, ale za to pomysłem nadrabia te wszystkie niedociągnięcia. Cenowo, owszem, może trochę zaboleć. 100-120pln nie brzmi kusząco na start, ale dostajemy coś fajnego i unikalnego dostarczającego podstawowej zabawy na pół dnia, a może i nawet na więcej.

Tak więc poniżej fotki z budowy. Malowanie przyjdzie z czasem.